środa, 22 lipca 2015

odcienie ciszy III.

seria: odcienie ciszy
rozdział: 3/? głębsze ukąszenie
pairing: Reituki
gatunek: wszystko w jednym, nie pytajcie
notka odautorska: Przyznam się bez bicia, że ostatnio wpadłam w stan wiecznego zmęczenia, ale coś dla Was z siebie wycisnęłam. Ten rozdział jest wyjątkowo pogmatwany i chyba powinnam oznaczyć go jako PG 13, ale mi się nie chce. Mam nadzieję, ze chociaż Wam się spodoba.

Od pierwszego dnia, który zachował się w moich wspomnieniach... Ich ostre spojrzenia tańczyły niedyskretnie na moich plecach. Przebijały skórę niczym cienkie igły. Wprawiały we wrażenie  odrętwienia. Zdawałem sobie sprawę z fasad, którymi otaczali mnie dorośli. W przytułku nie było dnia bez tego lepkiego uczucia. Bez bycia obserwowanym, ocenianym… Miałem wrażenie jakbym był przed nimi nadmiernie odsłonięty. Nagi. Nie pojmowałem, czemu to oni wiedzieli o rzeczach, o których sam nie miałem pojęcia. Moje gardło opętała chęć posiadania choć jednego sekretu, który zachowałbym tylko dla siebie... I dopiero, kiedy zaspokoiłem tą dziecinną zachciankę, szczerze pożawołałem... Ten sznur niemal mnie udusił.

•   •   •

Z rozwagą stawiane kroki odbijały się płytkim echem w pospolitym korytarzu. Wtórowało im ciche tykanie staromodnego zegara na obdrapanej z tapety ścianie. Obcasy skórzanych Oksfordów ze zdecydowaniem uderzały o podłogę. Rosły mężczyzna o długich, hebanowych włosach zapukał  w mahoniowe drzwi, bawiąc się nerwowo kolczykiem w dolnej wardze. Westchnieniem rozjaśnił swój umysł i bez dłuższego zwlekania wszedł do przesiąkniętego dymem papierosowym wnętrza. Poprawił rozpiętą marynarkę i odkaszlnął, by podkreślić tym swoją obecność.

- Mam to, o co pan prosił - ogłosił, nie ruszając się spod progu choćby o centymetr. Posłusznie czekał na pozwolenie. Nie miał ochoty ryzykować postrzeleniem. Nauczył się już, że nie warto przeszkadzać Ryosuke, kiedy w myślach prządł nową nić planów. Dobierał kolejne ogniwa w łańcuchu przestępstw z taką łatwością jakby grał w zwykłą układankę, którą uwielbiał jako dziecko. Tak od lat powstawała pajęcza sieć, w którą sam kiedyś wpadł. Po drugiej stronie pokoju, w głębokim, obitym drogą tkaniną fotelu siedział jego szef. Pierworodny dziedzic fortuny swojego ojca, Daisuke Matsumoto.

- Podejdź, Yuu - rzekł przeszywającym swoją głębią głosem, a jego usta wykrzywił skąpy uśmieszek. Aoi zadrżał, nie pamiętał ile czasu minęło od ostatniego razu, kiedy ktoś użył w jego towarzystwie tego imienia. Stanął przed lakierowanym biurkiem, za którym siedział drugi mężczyzna. Pokój wypełniało po brzegi mdłe światło zachodzącego słońca wpadające do wnętrza przez ogromne okno. W ciepłej poświacie leniwie wirowały drobinki kurzu. Spomiędzy spierzchniętych warg dziedzica wypłynął kłąb dymu. Zgasił tlący się blado koniuszek papierosa, wgniatając go w dno popielniczki. Ryosuke omiótł sylwetkę Yuu wypalonym spojrzeniem spod zmęczonych powiek, walizka w jego dłoni mówiła sama za siebie.

- Dzieciaki sprzedały cały towar? - zapytał ochryple, zaciągając się czymś innym, cięższego kalibru. Wkrótce kolejna fala duszącego smrodu rozlała się po pokoju, pogarszając stan zatęchłych mebli. - Powiedz mi, że tym razem każdy oddał kasę na czas - dodał z irytacją, przymykając ociężałe powieki. Rozpiął odrętwiałą dłonią kołnierzyk spłowiałej od słońca i dymu koszuli. Odcień tkaniny gryzł się z popielatą kamizelką.

- Hiro dostarczył mi pełną sumę - odpowiedział sztywno, Yuu pragnął znaleźć się już po drugiej stronie drzwi. Podczas każdego spotkania czy choćby krótkiej rozmowy z Ryosuke niepokoił go ten szalony błysk zatopiony w jego ciemnych oczach. Wiedział też aż nadto dobrze jak do tej pory kończył każdy głupiec, który nie wywiązał się na czas ze złożonej obietnicy.

- Dobrze - podsumował mężczyzna, przeczesując między kościstymi palcami pasma smolistych włosów. Rozmyślał nad swoją następną komendą, na parę chwil zawieszając ich w niezręcznej ciszy. - W przyszłym tygodniu spodziewam się gościa, więc informuj mnie o wszelkich komplikacjach.

- Gościa? - wyrwało się z gardła Yuu. Mężczyzna natychmiast przeniósł dławiące spojrzenie z dokumentów na pobladłą twarz podwładnego. Uśmiechnął się chytrze, widząc jak nogi w skrupulatnie dobranych spodniach same się pod nim uginają.

- Braciszek przyjeżdża.

sobota, 3 grudnia

Z obszytych rdzą rynn leniwie skapywały drobne krople deszczu. Wgłębienia grafitowych płyt chodnika zapełniały się kałużami. W powietrzu unosiła się ciężka woń wilgoci, zwiastująca kolejną burzę. Takanoriemu zapach ten przywodził na myśl odrętwienie po męczącym dniu w pracy. Szpary między szczytami budynków gęsto wypełniły ciemne, kłębiaste chmurny. Bury pies z podkulonym ogonem przebiegł na drugą stronę ulicy. Po okolicy rozproszył się złowróżbny pomruk grzmotu. Takanori skulił się w kącie kamiennych schodów, desperacko szukając resztek ciepła w swoim cienkim płaszczu. Tamten dzień był tak złudnie podobny do tego kilka lat temu...

Matsumoto chuchnął na pobladłe koniuszki palców, obserwując jak lekko się zarumieniają. Nagie gałęzie pobliskiego drzewa zaszumiały pod naciskiem grudniowego wiatru. Zaciekawiony chłopak uniósł głowę, kiedy do jego uszu przedarł się rozrywający spokój ulicy warkot motoru. Akira zahamował dziko tuż przy krawężniku, równie kocim ruchem zsiadając z warczącej bestii. Zaimponował tym młodzieńcowi, który z przyjemnością zawiesił na nim swoje ciemne, bezdenne oczy. Takanori otulił łagodnym spojrzeniem męską sylwetkę. Spod czarnego kasku wypłynęła fala blond włosów, podgolonych nieco po bokach i z tyłu.  Starszy zaczesał dłonią niesforne kosmyki i uśmiechnął się szczerze do oniemiałego Rukiego. Osiemnastolatek prędko zszedł ze schodów i stanął kawałek przed swoją dzisiejszą randką. Nadal nie dowierzał samemu sobie, że zgodził się na coś takiego. Spomiędzy ust chłopaka uciekł biały kłębek zmrożonej pary. Takanori uniósł się na palcach, by dosięgnąć policzka Suzukiego, a następnie złożyć na nim delikatnego całusa. Dotyk miękkich warg chłopaka był zaskakująco ciepły.

- Hej, Takkun. Nie zmarzłeś tutaj? - zagadnął, czochrając przy tym idealnie ułożone włosy bruneta. Matsumoto wywrócił oczami, próbując powstrzymać dłoń starszego przed całkowitym skotłowaniem jego skrupulatnie przygotowanej fryzury. Układanie tych długich, kakaowych pasm nie należało w końcu do najłatwiejszych zajęć.

- Nie wiedziałem, że jeździsz na motorze - odparł z delikatnym uśmiechem. Udało mu się wyswobodzić głowę spod dotyku ciepłych rąk Akiry. Ku własnemu zdziwieniu zauważył, że już chwilę później ów para dłoni powędrowała znacznie niżej, zatrzymując się na wysokości jego subtelnej talii. - I... Teraz nie jest już tak zimno - dodał cicho, chowając twarz w rozgrzanym torsie mężczyzny. Akira nie wiedział, co powinien na to odpowiedzieć, więc z zakłopotaniem pogładził plecy chłopaka.

- To jak, gotowy? - zapytał głębszym niż zwykle głosem. Brunet uniósł wzrok, spoglądając na starszego hebanową parą oczu, w których iskrzyły się drobne świetliki. Akira nadal nie rozumiał jak to możliwe, że jedno niewinne spojrzenie potrafiło przeszyć jego duszę na wskroś.

- Jasne, że gotowy - odparł Takanori, kiedy między jego blade palce został wepchnięty drugi kask. W przeciągu sekundy mina chłopaka nabrała gorzkiego wyrazu - Ale moje włosy... – mruknął z pretensją, rozpoczynając tym nową serię narzekań. Akira zaśmiał się dźwięcznie, pomagając mu nałożyć sprzęt bez zbytniego uszczerbku na jego cennej fryzurze.

- Wsiadaj, królewno - odrzekł z uśmiechem Akira, po czym chłopak warknął na niego obrażony. Siedzący z tyłu Takanori złapał się kurczowo okrytych skórzaną kurtką pleców starszego, wyczuwając pod dopasowaną tkaniną zarys dobrze zbudowanego ciała. Chłopak zadrżał wraz z pomrukującym drapieżnie silnikiem motoru, a już kilka sekund później pędzili przed siebie ulicami Tokio.

•  •  •

- Śmiało, rozgość się w mojej jaskini - Suzuki przekręcił klucz w zamku, jednym trafnym kliknięciem zapalając światło w swoim skromnym mieszkanku. Rozsznurował martensy i unosząc wzrok, zauważył lekki nieład na głowie Takanoriego. Kilka krótszych kosmyków sterczało w całkiem przypadkowych kierunkach, a chłopak usilnie próbował zmusić je do posłuszeństwa. Ciepły uśmiech rozjaśnił twarz Akiry. Nabrał ochoty, by powiedzieć mu, że wygląda uroczo, lecz zamknął usta równie szybko jak je otworzył. Uroczy to raczej niemęskie słowo, prawda?

Takanori odwiesił płaszcz, swoim strojem od razu przykuwając uwagę Suzukiego. Luźna, popielata bluzeczka odsłaniała blade ramiona oraz delikatne obojczyki chłopaka. Smukłą szyję podkreślał czarny i wąski choker. Ciemne jak sadza, przylegające do zgrabnych nóg rurki jedynie dopełniały całości wraz z drobnym, uwydatniającym głębię jego oczu makijażem. Chłopaka speszyło badające spojrzenie, które zawiesił na nim Akira. Przygryzł pełną wargę, co również nie umknęło jego uwadze. Suzuki uważał ten nawyk za niepoprawnie kuszący. Blondyn wychwycił, że odsłonięty płatek ucha bruneta zarumienił się dyskretnie. Suzuki odwrócił wzrok ze skomplikowanym wyrazem wypisanym na twarzy. Nie minęło jeszcze pół godziny, a on już się zagalopował, zagapił. Miał ochotę strzelić sobie mentalnego liścia za coś takiego.

- Wybacz, zamyśliłem się - wytłumaczył pan domu, prowadząc gościa do przytulnego salonu z widokiem na okryte cieniem miasto. Chłopak nie był pewien, czy chciałby wiedzieć, co takiego zaprzątało myśli Akiry. Wstydził się o to zapytać. Zadziwił tym samego siebie, bo do tej pory filuterna rozmowa ze starszym nie budziła większego kłopotu.  - Masz na coś ochotę? - tymi słowami Akira sprowadził chłopaka do parteru.

- Colę? - odpowiedział z pytaniem w głosie, rozsiadając się wygodnie na kanapie z imitacji skóry. Tymczasem Akira zaszył  się w aneksie kuchennym, przeglądając zawartość półek w gorączkowym poszukiwaniu za czymś.

- Jesteś pełnoletni, co powiesz na drinka? Podczas studiów pracowałem trochę czasu za barem, więc mam wprawę - zaoferował, kiedy Takanori wyjrzał na niego zza oparcia kanapy. Chłopak dał sobie chwilę na zastanowienie i potrząsnął ochoczo głową. Suzuki uśmiechnął się do bruneta czarodziejsko, wyjmując na blat kilka butelek. W szkle zabarwionym na kolory trunków odbijały się iskierki lampek na suficie.

- Można tam dodać owoce? - podpowiedział chłopak, zerkając na półmisek z cytrusami obok blondyna. Akira zgodził i się, przygotowując drink dla chłopaka tak, by nie był zbyt mocny. Nie wiedział jeszcze, czy Takanori miał słabą głowę, wiec dobierał smaki na wyczucie.

Postawił napoje na przeszklonym stoliku i razem z Takanorim przedyskutował, jaki film będą oglądać. Padło na „Pulse” – horror, do którego Suzuki namówił Rukiego. Wkrótce ekran się rozświetlił, wtłaczając do głowy  Takanoriego coraz to bardziej niepokojące sceny. Akira zauważył, że w trakcie oglądania chłopak stopniowo zbliżał się do niego. Ułożył głowę na oparciu kanapy i korzystając ze skupienia chłopaka na filmie, wsunął nos między pachnące kokosem i wanilią kosmyki. Takanori trwał w skupieniu nad rozwojem filmowego scenariusza, sącząc swój drink przez słomkę. Korzystając z sytuacji, Suzuki wplątał swoje szorstkie palce miedzy jedwabiste pasma włosów Rukiego. Chłopak zamruczał zadowolony, czując jak zręczna dłoń gładzi jego czaszkę. Akira nagle zaprzestał ruchów, kiedy jego twarz okrył blady rumieniec. Znów złapał się na czymś, czego nie powinien jeszcze robić. Takanori rozczytał nieme przesłanie, spoglądając w ciemne oczy Akiry. Oboje zajęli się swoimi drinkami. W trakcie oglądania Suzuki co jakiś czas trafnie komentował zachowanie jednego z bohaterów, czym rozpogadzał Rukiego. Momentami chłopak instynktownie łapał za kolano Suzukiego, kiedy napięcie w filmie nie pozwalało mu złapać tchu. Wtedy Akira masował kojąco zaciśniętą dłoń Matsumoto, by tamten się zrelaksował. Akcja zbliżała się do kulminacji, kiedy telefon Akiry zawibrował złowróżbnie w jego kieszeni. Odgłos zdezorientował chłopaka do tego stopnia, że był gotowy rzucić się z pięściami na potencjalnego włamywacza. Uspokoił się jednak, zauważając, że to tylko dzwoniący smartphone Suzukiego. Akira widząc gnębiące go od dawna imię na wyświetlaczu, niechętnie opuścił Rukiego, by porozmawiać z ów kimś, kto najwyraźniej nie miał ani krzty wyczucia czasu.

- Czego? - warknął zniecierpliwiony, kątem oka spoglądając na chłopka kończącego swojego drinka we względnej samotności.

- Coś ty taki nerwowy? Na pewno umiesz przywitać się ładniej, gburze - odpowiedział mu gładki i lekko znudzony głos po drugiej stronie słuchawki. Jedna ze ściągniętych ze sobą brwi blondyna drgnęła z napływu irytacji. Zacisnął ciaśniej telefon w dłoni, jednak powstrzymał się przed ciśnięciem nim o ścianę. Wolał nie straszyć w ten sposób Takanoriego.

- Ach, wybacz. W czym takim mogę Ci pomóc o tak wczesnej i zupełnie stosownej godzinie, Kyo-sama? - Akira brnął dalej w rozmowę, na którą zupełnie nie miał ochoty. Był pewien, że mężczyzna znów dzwoni z jakimś błahym problemem tylko po to, by go wytrącić z równowagi. Pierwszy raz od kiedy ukończył studia trafił mu się tak uciążliwy autor. Początkowo był zadowolony z przydzielenia komuś jego pokroju tak docenianego pisarza pomimo, że dopiero raczkował w zawodzie korektora. Z biegiem czasu okazało się jednak, iż wpłynął na to przede wszystkim sposób obchodzenia się artysty ze swoimi współpracownikami. Bowiem Kyo większość, oprócz nieszczęsnego Suzukiego, nie potrafiła ścierpieć.

- Od razu lepiej - przyznał pisarz, zastanawiając się przez chwilę, co takiego miał powiedzieć. Oczywiście w oczach Akiry zwyczajnie grał na zwłokę. - Już wczoraj miałeś mi podesłać poprawioną wersję, a ja nadal jej nie widziałem. Nie mam zamiaru użerać się z wydawcą - westchnął ze zrezygnowaniem, zaś w głowie Akiry zapaliła się lampka. - We wtorek wyjeżdżam do Kyoto i nie będę mógł tego załatwić – dodał, zawieszając głos.

- Wysłałem ją dzień przed terminem, a znając tą niewytłumaczalną złośliwość twojego sprzętu, sprawdź w spamie - zaproponował Akira, cicho licząc na to, że pozbędzie się tym swojego natręta z trzydziestka na karku. Usłyszał kilka kliknięć i wdechów, jednak nadal nie doczekał się odpowiedzi.

- No... Niby jest, ale... - pisarz zmarszczył brwi, z niemal namacalną niechęcią przyznając rację Suzukiemu.

- Nie ma za co, miłego wyjazdu i dobranoc - podsumował zwięźle Akira i rozłączył się, nie dając dokończyć drugiemu mężczyźnie. Parę ulic dalej, w swoim skromnym apartamencie Kyo zapatrzył się na rażący w ciemności wyświetlacz telefonu. Odruchowo poprawił oprawki okularów na nosie i prychnął. Nie lubił dzieciaka, ale przynajmniej znał się na robocie.

- Umm, wyglądasz na zdenerwowanego… Kto dzwonił? - zagadnął Takanori, unosząc swoje kocie oczyska na wyrwaną z zamyślenia twarz blondyna. Suzuki zajął to samo miejsce na kanapie, co poprzednio, masując spięte skronie.

- Autor, z którym teraz współpracuję – odpowiedział wymijająco, kładąc dłoń na opiętym cienką tkaniną udzie Takanoriego. Nabrał ochoty, by powrócić do mozolnego głaskania jego miękkich włosów. Nie zdążył jeszcze zatopić palców w brąz pasmach, gdy chłopak uniósł swoje ciało i rozgościł się na jego kolanach. Objął go udami w pasie, stopniowo zbliżając twarz do oniemiałego Akiry. Czyżby alkohol jednak uderzył mu do głowy?

- A co jeśli jestem zazdrosny? - wymruczał okraszonym smutkiem głosem. Jego ciemne, lekko zamglone oczy niewyobrażalnie nęciły Akirę. Przymknął powieki zakończone rzędem gęstych rzęs, co obudziło starszego z transu porównywalnego do zaciągnięcia się papierosem. Owszem, ten chłopak był jak narkotyk. Blondyn sam nie zauważył, kiedy zdążył się uzależnić. Alarm dzwonił w głowie Akiry jak opętany,  jednak on zdawał się go nie słyszeć.

Mężczyzna nie odpowiedział. Dotknął szorstką dłonią delikatnej szczęki Takanoriego, a tamten posłusznie przyległ do jego ciepłego torsu. Ich usta zetknęły się ze sobą, zaś ręka Akiry powędrowała na odsłonięte ramię kelnera. Suzuki ucałował jego kształtne wargi powściągliwie, wiedząc, że jeśli teraz posunie się za daleko, nie będzie już odwrotu. Matsumoto stęknął, zawiedziony tym pospolitym muśnięciem ust. Chciał poczuć go na dłużej. W ramach zadośćuczynienia, Akira przeniósł się z subtelnymi pocałunkami na mleczną szyję Takanoriego. Chłopak westchnął cicho z aprobatą i odgiął się wdzięcznie, by dać pole do popisu mężczyźnie. Akira działał pod wpływem instynktu, szumiało mu w uszach, a serce kołatało szybciej niż zwykle. Gładka skóra chłopaka była wrażliwa na dotyk i rumieniła się pod wpływem starannych pieszczot starszego, co bardzo mu się spodobało. Chwycił zębami wąski rzemyk okalający bladą szyję, po tym jak młodszy objął go, przybierając pozycję, w której miał do niego lepszy dostęp. Kiedy Suzuki otworzył oczy, zobaczył minę, jaka wyrysowała się na zarumienionej twarzy Takanoriego. Jego hebanowe oczy były lekko przymknięte i zamglone od przyjemności, wilgotne usta rozwarte, a oddech ciężki. Akira poczuł na swojej piersi, że również sutki chłopaka stały się teraz bardziej wypukłe i twardsze niż normalnie.

- Aki - Takanori pisnął słabo, kiedy Suzuki nacisnął brutalnie palcem na jedną z jego wrażliwych brodawek.

- Jesteś taki erogenny... - szepnął pogłębionym od podniecenia głosem wprost do ucha zawstydzonego chłopaka, a wraz z ostatnim słowem Takanori poczuł uśmiech Akiry na swoim policzku. Starszy polizał płatek jego ucha, po czym zajął się powolnym smakowaniem delikatnych obojczyków Rukiego. Równocześnie zatoczył palcem kółko wokół lekko uniesionej tkaniny na chłopięcym torsie, ustami wciąż manewrując po jego nagiej skórze. Coś w odmętach jego myśli podpowiadało mu, by się opamiętał, jednak on nieświadomie wyciszał ten głos, dając się porwać żądzy.

Ruki jęknął.

Ten dźwięk obudził w Akirze uśpioną do tamtej pory samokontrolę. Spojrzał wystraszony na zaćmioną wszelkiego rodzaju uczuciami buzię Takanoriego i z cichym mlaśnięciem odsunął swoje usta od tej kuszącej skóry. Chłopak uniósł powieki, spoglądając głęboko w oczy Suzukiego, po czym kokieteryjnie oblizał swoje pełne wargi. I jak miał mu się oprzeć? Ruki zmarszczył na moment brwi, po czym otworzył szeroko oczy, pozwalając kolejnemu rumieńcowi okryć jego policzki.

- Aki, ty... J-jesteś twardy... - wyjąkał speszony, odwracając wzrok gdzieś w bok. Podczas pieszczot ocierali się o sobie, co naturalnie za skutkowało podnieceniem. Akira zmieszał się, pośpiesznie odklejając od siebie otrzeźwiałego chłopaka. Zeskoczył z kanapy na równe nogi, biegnąc w obcym dla Rukiego kierunku. Chwilę później drzwi łazienki zamknęły się z trzaskiem.

Matsumoto zamrugał parę razy z otwartymi w półsłowie ustami. Westchnął miękko i zwrócił wzrok w stronę wygaszonego ekranu telewizora. W duchu był wdzięczny, że przez ten chwilowy szok uleciało z niego całe poprzednie podniecenie. Sam nie wiedział, czemu pozwolił sobie na coś tak odważnego. Stracił czujność i zapomniał się zupełnie jakby ciało i dotyk blondyna go sparaliżowały. Dalej czuł na skórze jego ciepło, pocałunki. Wystraszył się, bo nie był jeszcze gotowy, by… To zrobić. Przed czymkolwiek innym, zapragnął najpierw obejrzeć jego wnętrze. Poznać go lepiej. Ze wsparciem Akiry mógłby spróbować otworzyć dla kogoś swoje serce, czego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczył.

- Wybacz, zagalopowałem się - blondyn wyznał łagodnym głosem, stając w progu salonu. Oparł się o framugę i spojrzał na Rukiego z miną zbitego psa. Takanori uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, mamrocząc coś o tym, że nie muszą do tego wracać. Starał się nie myśleć za dużo o tym, po co takiego wyszedł do łazienki. Na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec, co oczywiście nie umknęło uwadze Akiry. Blondyn zaoferował, że mógłby zmienić ustawienie świateł. W półmroku zabłysnął rząd mlecznych lampek nad ich głowami. Nastroju dodawał również okazały widok na mieniące się w gwarze niezasypiających ulic miasto. Takanori był zachwycony tym ujęciem codziennego obrazu z życia Tokio. Akira też to dostrzegł. Szczere iskierki, które wcześniej przygasły, teraz na powrót tliły się w jego oczach. Akira miał nadzieje, ze kiedyś nabiorą tej jasności dzięki niemu.

- Porozmawiajmy… Chciałbym wiedzieć o tobie więcej, Taka – Suzuki przysiadł się do Rukiego, krzyżując z nim spojrzenia. Na twarzy chłopaka pojawił się drobny grymas, a błysk w oku poszarzał.

- Ty pierwszy - zareagował prędko, wkładając do ust dwa krakersy równocześnie. Spryciula. Akira zauważył już, że chłopak nie przepadł za opowiadaniem o sobie. Liczył jednak na to, że tego wieczoru uda mu wyciągnąć z Rukiego coś więcej.

- Urodziłem się w Kanagawie. Mój ojciec opuścił dom, kiedy byłem jeszcze zbyt mały, by zapamiętać jego twarz. Wychowała mnie mama razem ze starszą siostrą. Do Tokio wyjechałem przez studia, a tutaj mieszkam, od kiedy je ukończyłem - Akira przerwał na chwilę, jednak widząc zainteresowanie na twarzy Rukiego, zdecydował się kontynuować. - Jako dzieciak miałem słabość do piłki, na boisku zapominałem o problemach, z którymi borykałem się w domu. Z czasem zacząłem wiązać z grą wiele nadziei... Niestety, nic nie trwa wiecznie. Przez kontuzję nie mogłem dłużej zostać w szkolnej drużynie. Miałem czternaście lat i na moment straciłem z oczu sens życia. Wtedy kupiłem swój pierwszy bas. Grałem całym sercem, ale nigdy nie wierzyłem, bym kiedykolwiek zaczął robić to na poważnie. Poszedłem więc po najmniejszej linii oporu, studiowałem japoński, mam dobrą pracę. Rodzina nigdy nie miała problemu z moją orientacją, spotkało mnie parę zawodów miłosnych… Żyję sobie, nic ciekawego - podsumował, splatając palce. Odwrócił wzrok, by zobaczyć jak Takanori przytula się do swoich kolan, opierając na nich głowę. Zmarszczył delikatne brwi jakby się nad czymś wytrwale zastanawiał.

- Wspominałem już, że wychowałem się w domu dziecka, prawda? – chłopak pragnął się upewnić, że Akira o tym pamięta. Na powierzchni ciemnych oczu Takanoriego dało się dostrzec mętną gorycz.

- Tak... - przyznał ze smutkiem na twarzy. Akira zetknął się bokami z brunetem, by choć trochę dodać mu otuchy. Wyczuł już, że Takanoriemu trudno będzie o tym mówić. Objął go ramieniem, jednak chłopak nie zareagował w żaden sposób na jego dotyk. Uleciał. Wydawał się zagubiony, myśli kotłowały się w jego głowie. Patrzył nieobecnym wzrokiem przed siebie jakby pośrodku salonu rozgrywały się wydarzenia sprzed kilku lat. Rozchylił lekko usta.

- Wcześniej nie chciałem wyprowadzać cię z błędu, bo... To nie jest takie łatwe. Mnie nigdy nikt nie adoptował... – gładki szept uciekł spomiędzy jego warg, spojrzenie chłopaka nadal było puste. Obudził się dopiero w ciasnym uścisku Akiry. Ciepła tych ramion nie znało żadne z jego wspomnień. Obrazy popękały i rozsypały się po pokoju, powoli wypełzając przez szczeliny w ścianach.

- Mów dalej, jestem z tobą… Tu nic ci nie grozi – zapewnił go blondy. Był to pierwszy raz, kiedy chłopak usłyszał taką ilość miękkości i troski w tonie swojego rozmówcy. Wcześniej nikt tak o niego nie dbał… Pytał siebie, czy może liczyć na to, że od teraz wszystko zacznie wyglądać inaczej?

- Moi kochani rodzice sobie tego nie życzyli… Nie chcieli, bym miał nowy dom. Nigdy mnie nie odwiedzali, byłem sam, cały ten czas... – dalsze słowa rozmył łamiący się głos chłopaka Ruki walczył z podstępnymi łzami, które zbierały się w kącikach jego oczu. Obiecał sobie przecież, że więcej nie będzie nad tym płakać. Akira wplątał palce miedzy ciemne włosy, gładząc je, by ukoić jego emocje. Takanori ułożył głowę na ramieniu blondyna, zaciskając dłoń na czarnym podkoszulku. Powoli uspokoił drżący oddech. - Parę tygodni temu, spotkałem go, mojego ojca...

•   •   •

Nic wielkiego. Tylko tych parę straconych lat. Kilka blizn na ciele i duszy. Wiatr we włosach i szum w uszach. Suche słowa i zatarte obietnice. Martwe gałązki pękające pod bosymi stopami. Dni jak piasek przesypujący się między palcami. Odrętwiałe poranki. Wrzące wieczory. Zamarłe w gardle tchnienie. Pragnienie lepszego jutra. Łzy osiadłe na policzkach niczym szron na oknie. Szczęk łańcuchów a zapach skoszonej trawy.

Zdążyłem wiele poczuć, usłyszeć i zobaczyć. Jednak czułem, słuchałem i widziałem inaczej niż reszta.

W tym tkwił problem. Ludzie mówią ci, byś porzucił to, co przeminęło, jednak jak masz tego dokonać skoro twój wyrok jeszcze się nie skończył? Patrzyłem pory roku zmieniają się za kratami stojącymi w oknie. Ludzie ze zmarszczkami na twarzach wstawili je, kiedy wyskoczyłem w środku nocy i złamałem nogę. Czekanie nie należało wcale do łatwych zajęć. Przynajmniej dla tej nastoletniej i niecierpliwej cząstki mnie. Każdy dzień bezczynności mieszał moją krew z goryczą. Prośba o opuszczenie barier jak ukąszenie węża dla dumy. Latami gnębiono i popychano osobę, którą byłem, a jednocześnie nie do końca znałem. Pragnąłem schronienia, odpowiedzi. Wszędzie, gdzie poszedłem wręczano mi jednak łatkę obcego. Nić wiążąca mnie z rzeczywistością postrzępiła się, a na jej długości czas pomógł wybrzuszyć kolejne supły. Węzeł obejmujący moje gardło powoli się zaciskał. Śniłem, by choć raz móc odetchnąć pełną piersią.

Siedziałem, osłabłymi rękoma obejmując kolana. Był duszny, letni wieczór. Przez nieszczelne drzwi słyszałem skrzypienie podłogi na korytarzu. Spocone kosmyki blond włosów lepiły mi się do czoła, ale nie dbałem o to zanadto. Spoglądałem przez okno. Iskrzące słońce gasło, zlewając się w jedno z chłodnym i postrzępionym horyzontem. Mrowiące ciepło na moich policzkach łaskotało je przyjemnie. Ssanie w brzuchu przypomniało mi, że byłem głodny. Powinienem zejść na kolację, jednak nie miałem ochoty znów zwracać na siebie ich spojrzeń. Nie lubiłem, kiedy na mnie patrzyli. Czułem się jak zwierzę w klatce, lew bez grzywy, który wzbudza swoim wizerunkiem jedynie żałość. Nie mówiłem za wiele, jednak dużo widziałem, obserwowałem. Potrafiłem czytać z ich spojrzeń jak z książki. Po kimś takim jak ja spodziewaliby się cięć na udach, nadgarstkach… Zamykam się w sobie, odpycham ich i kwestionuję wszystko, więc oni gardzą mną. Gówno. To, że jestem uparty i inaczej patrzę na świat nie znaczy, że chcę umrzeć. Krzywdy też mi w życiu nie brakuje, więc po co mam jej jeszcze sobie dolewać? Mówi się, że ludzie są prości. Głupota. Irytacja. Gniew. Nic bardziej mylnego. Chciałem żyć, jednak bez zbędnego okłamywania samego siebie. Cierpiałem, a moją twarz wykrzywiał grymas. Byłem szczęśliwy, więc inni mogli zobaczyć mój uśmiech. Nie rozumiałem, czemu miałbym skracać własne życie. Nawet gdyby było długie i bolesne, chciałem przeżyć ból z nim związany całym sobą. Pragnąłem walczyć ze swoimi demonami najlepiej jak mogłem. Wypalić się z satysfakcją lub ubrać nową skórę niczym wąż. Chciałem poznać tą lepszą stronę mnie, przybrać się w jej piórka. Uśmiechać się bez oporów, bez kłamstw. Desperacko pragnąłem wyjść z cienia, jednak nie zamierzałem dopuścić, by kiedykolwiek zakaził mnie jad płynący z fałszywej radości. Tęskniłem za prawdą.

Drzwi otworzyły się i zamknęły z trzaskiem. Na łóżko sąsiadujące z moim opadł całym swoim ciężarem mój współlokator. Chłopak o czarnych niczym kruk włosach. Wymruczał wiązankę wyzwisk w alabastrową poduszkę, wbijając w nią paznokcie z zacięciem. Posępnie popielaty lakier popękał już parę dni temu.

- Hej, Yuu - szepnąłem i jak zwykle nie otrzymałem odpowiedzi.

_____

Liczę na to, że spodobała Wam się lektura nowego rozdziału! Każdy komentarz przyjmę z otwartymi ramionami.

1 komentarz:

  1. Ten tego... To było serio trochę trudne do zrozumienia i chyba żebym do końca to ogarnęła powinna przeczytać to jeszcze kilka razy, ale to później.

    Po pierwsze to przepraszam, że tak późno komentuje, ale nie widziałam nowego rozdziału. Dopiero dziś ;_;

    Po drugie... Parsknęłam śmiechem i nie moglam przestać przez jakiś czas się śmiać gdy przeczytałam fragment z tym jak Ruki zauważył erekcję Akiego. O boże, to było takie...jakby Ruki nigdy czegoś takiego nie widział i się wystraszył XDD

    Po trzecie to.. Było mi strasznie smutno na końcówce, że omg, prawie łzy w oczach miałam.

    A co do fragmentu z Yuu to..nie ogarnęłam tego. Może później mi się uda ;;

    No w sumie to robi się coraz ciekawie i, ehh, nje chce mi się czekać na następny rozdział długo ;____;

    To chyba wszystko. Oceanu wenki i pozdrawiaaaaaaam~! ;3

    OdpowiedzUsuń